Na forum Unii Europejskiej mamy do czynienia z coraz silniejszą cenzurą. Został nią dotknięty m.in. Instytut Myśli Schumana. Jak duże jest zagrożenie, że owa cenzura wpłynie na zaplanowane na maj wybory prezydenckie w Polsce?

Paweł Pietkun, dziennikarz, dyrektor Amerykańskiego Instytutu Dyplomacji i Praw Człowieka rozmawia z red. Anną Wiejak.
Paweł Pietkun: Cenzura wpłynie w sposób bardzo duży. Generalnie, to co się dzieje w Unii Europejskiej jest niebezpieczne nie tylko dla Polski, nie tylko dla wyborów w Polsce. Jest niebezpieczne dla wszystkich krajów, które chciałyby zachować przynajmniej namiastkę niezależności. Unia Europejska buduje superpaństwo. Ta presja, która ma zapewnić sprawne przeprowadzenie tego procesu jest bardzo silna, jest bardzo kosztowna, ale koszty dla administracji unijnej nie odgrywają specjalnej roli, co widać po kolejnych budżetach. To pokazuje też jak bardzo Unii Europejskiej zależy na tym, żeby wpływać na poszczególne kraje, żeby budować tą strukturę w sposób niezależny od państwa i wszczepiać w nią pewne ideologiczne plany. To widać również po samych aktach prawnych, które przygotowuje Unia Europejska. To są różne akty prawne. To jest na przykład kwestia tej dyrektywy, która ma ostrzegać, kontrolować w jakiś sposób rozwój sztucznej inteligencji. Ona jest niebezpieczna, dlatego że tam w tym całym dokumencie brakuje tak naprawdę odpowiedzi na pytanie, kto miałby decydować o tym, co jest prawdziwe w tym, co tworzy sztuczna inteligencja. Kto miałby o tym decydować? Oczywiście będzie decydowała administracja unijna, której poglądy znamy i która się zabetonowała i ani o milimetr nie będzie chciała ustąpić. W moim przekonaniu tak będą wyglądały każde wybory, w których do głosu będzie chciał dojść polityk o innych poglądach niż te prosuperpaństwowe. Ten, który będzie sprzyjał Unii Europejskiej, będzie promowany. Ten, który będzie przeciwko, będzie sekowany i będzie się mu przeszkadzało, tak jak to będzie się odbywać w Polsce. Tak jak to się odbywało za poprzednich rządów, kiedy Unia Europejska, nawet nie w białych rękawiczkach, ingerowała w polską politykę wewnętrzną, w polskie sprawy. Finansowała te organizacje, które uznawała, że jej sprzyjają, a rządowi polskiemu, który jej nie sprzyjał – w mniemaniu Unii Europejskiej, bo miał inny światopogląd i inaczej widział przyszłość – przeszkadzała poprzez wyroki Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, poprzez działania Komisji Europejskiej, również poprzez decyzje Parlamentu Europejskiego.
Ostatnio światło dzienne ujrzał raport ośrodka analitycznego MCC Brussels, którego twórcy ujawniają ogromną skalę funduszy wydawanych przez Komisję Europejską na centralistyczną propagandę w całej Unii Europejskiej. Okazuje się, że KE wydaje więcej na propagandę niż na bezpieczeństwo. O czym to świadczy?
To jest kolejny powód do niepokoju jeśli chodzi o przyszłość Unii Europejskiej, ale również przyszłość Polski i nie tylko Polski w Unii Europejskiej. Pragnę zwrócić uwagę na to, że jeszcze przed tym niepokojącym raportem ośrodka analitycznego w podobnym tonie wypowiadała się administracja brytyjska, która zmierzała do Brexitu. O tym się dzisiaj nie wspomina. Kwestię Brexitu przysłoniły przede wszystkim sprawy gospodarcze, poniekąd słusznie, sprawy imigrantów. Nas, Polaków, Brexit uderzył dlatego, że bardzo duża grupa Polaków pojechała do pracy w Wielkiej Brytanii. Natomiast tak naprawdę kluczowym argumentem za wyjściem Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej było odzyskanie niepodległości i niezależności prawnej i oni to mówili wprost. Tylko tutaj też pojawiła się interwencja Komisji Europejskiej i tych wszystkich sił „postępowych”, które dążą do zacieśnienia integracji wewnątrz Unii, stworzenia jednego wielkiego organizmu na podobieństwo Stanów Zjednoczonych. Nawet w takich prostych obszarach Komisja Europejska wydaje pieniądze na to, żeby utrzymać wszystkich nas w przekonaniu, że w Brexicie chodziło o pozbycie się migrantów. Nie. To były wielopłaszczyznowe starania Brytyjczyków. Im chodziło o to, żeby Sąd Najwyższy Wielkiej Brytanii był niezależny od europejskich trybunałów i żeby wyroki, które zapadają w Wielkiej Brytanii były niezależne od tego, co ma na ten temat do powiedzenia Unia Europejska. To były bardzo słuszne starania. Unia Europejska jest tworem, który miał być sojuszem, wspólnotą niepodległych państw, a przestaje być taką wspólnotą niepodległych państw. Tak naprawdę staje się superpaństwem i wyda każde pieniądze na to, żeby prowadzić propagandę w tę stronę.
To sute opłacanie centralistycznych propagandystów przypomina de facto lata komunizmu i stanowi wyznacznik struktur totalitarnych. Tak się zachowują państwa stricte totalitarne…
W rzeczy samej. Szczęśliwie, albo nieszczęśliwie my, Polacy, mamy w swojej historii okres takiej podległości wobec Moskwy. Przy czym my mieliśmy jeszcze dużo szczęścia, bo byliśmy państwem, które było w bloku wschodnim – my, Czesi, Węgrzy – ale wiele tych państw, które są dzisiaj w Unii Europejskiej nie miało takiego szczęścia. Z tego doskonale zdają sobie sprawę Litwini, Łotysze, Estończycy – to były kraje, które były republikami Związku Sowieckiego. Dzisiaj Bruksela chce zrobić takie same republiki. Jeżeli tę operację uda się przeprowadzić, to nie będziemy państwem, natomiast będziemy bytem quasi narodowym, zależnym od decyzji Brukseli, tak jak byliśmy zależni od decyzji w Moskwie. To jest bardzo duże niebezpieczeństwo. My, Polacy, widzimy to wyraźnie dlatego, że już raz to ćwiczyliśmy, a historia jest przecież najlepszą nauczycielką.
Jaka w Pana ocenie jest świadomość tego stanu rzeczy zarówno wśród dziennikarzy, jak i ogółu społeczeństw?
Jeżeli chodzi o ogół społeczeństw, to patrząc na to, jak toczą się dyskusje w internecie, ale nie tylko w internecie, również w różnych grupach społecznych, w różnych stowarzyszeniach, ta świadomość jest coraz większa. Natomiast jeśli chodzi o dziennikarzy, musimy pamiętać, że ta unijna propaganda, na którą administracja unijna przeznacza gigantyczne fundusze, służy również temu, żeby przekupywać dziennikarzy. Czasami to się odbywa w taki sposób, jak w Polsce, że ci dziennikarze, którzy chcą brać udział w tej propagandzie, dostają lepszą pracę, w lepszych mediach, mogą szybciej awansować. Media europejskie, nie tylko w Polsce, ale w całej Europie, są podzielone na prounijne, które są po prostu tubą propagandową Komisji Europejskiej, i na takie media, które mają jeszcze w sobie namiastkę tej wolności i mówią wprost o tym, co ich boli. Proszę zwrócić uwagę, że przed redakcjami tych mediów, które są prounijne, parkują dużo lepsze samochody niż przed redakcjami tych mediów, które nawołują do refleksji, do zastanowienia się. W całej Unii Europejskiej. Nie tylko w Polsce. Tak wygląda wszędzie. Przekaz jest jasny: jeżeli weźmiesz udział w naszej propagandzie, będzie ci lepiej, będziesz zarabiał więcej pieniędzy, będziesz bogatszy, będziesz cieszył się większym prestiżem, bo to też jest taka machina, która się sama napędza. Sami dziennikarze zapraszają się do różnych mediów. To jest schemat, który bardzo wyraźnie widać i to jest to największe niebezpieczeństwo, z którym musimy mierzyć się, żeby w tym gigantycznym zalewie propagandy odnaleźć prawdę.
Jaka powinna być rola dziennikarza we współczesnej Unii Europejskiej? Jakim głównym zadaniom czy wyzwaniom powinien sprostać?
Rola dziennikarza, czy w Unii Europejskiej czy w Stanach Zjednoczonych, czy w Azji, czy w Afryce, jest zawsze taka sama. Dziennikarz jest pośrednikiem – stąd nazwa „media” – między informacją a odbiorcą: czytelnikiem, widzem, słuchaczem. Dziennikarz ma jeden obowiązek i jedną rolę – pokazywać prawdę. Taka jest rola dziennikarzy. Jeżeli my, dziennikarze będziemy pokazywać prawdę, jeżeli naszym odbiorcom damy możliwość wyboru, powiemy: znasz ten punkt widzenia, teraz poznaj ten punkt widzenia, to w zupełności wystarczy, żeby się Unia Europejska w swoich posadach – tych posadach, które mówią o tworzeniu superpaństwa – zachwiała. Jaka jest rola dziennikarza? Zależy jakiego dziennikarza, bo dziennikarza opłacanego przez Brukselę rola będzie prosta: prowadzić propagandę, namawiać do tego, co i tak zdaniem komisarzy europejskich jest nieuchronne. Natomiast rola dziennikarza, który jest dziennikarzem z powołania, to mówienie prawdy o wszystkim, co się w Unii Europejskiej dzieje. Również o tym, jakie zagrożenia niosą unijne decyzje, o pieniądzach wydawanych na propagandę, na propagowanie wartości, które są sprzeczne z wartościami europejskimi, według których żyliśmy, na co nam zwracają uwagę również inne kraje. Na przykład obecna administracja amerykańska, Kanadyjczycy mówią o tym, że wartości europejskie to nie do końca jest to, co teraz nam się próbuje wszczepić. Mamy swoje wartości i musimy być im wierni. W innym wypadku zostaniemy z niczym.
Pytanie, czy w unijnym systemie w ogóle będzie miejsce dla uczciwego dziennikarstwa?
To jest bardzo ważne pytanie, natomiast myślę, że miejsce będzie. Tak samo jak w PRL, czyli w czasach, kiedy byliśmy w dość dużym stopniu podlegli Moskwie, pojawiły się media drugiego obiegu, tzw. bibuła. Tak zaczynał na przykład „Tygodnik Solidarność”. Wiele gazet tak zaczynało. Dziennikarz pozostanie dziennikarzem. Prawdziwych dziennikarzy poznamy po tym, że będą nam mówić prawdę i będą otwarci na dyskusję na temat tego, co napisali, co powiedzieli, na temat tego, do czego są przekonani. A propagandyści pozostaną propagandystami. Unia Europejska nie zdaje sobie sprawy z tego, że na tym drugim obiegu dziennikarskim bardzo łatwo się potknąć, przewrócić, położyć najbardziej gigantyczny projekt przejęcia władzy.
Czy to oznacza, że czeka nas stworzenie prasy podziemnej?
Myślę, że tak. To się oczywiście nie wydarzy w tym roku, ale myślę, że pewne redakcje będą działały może nie tyle w podziemiu, co na granicy podziemia. Będą wyraźnie biedniejsze, bo nie będą dostawały dotacji z Unii Europejskiej. Nie będą mogły liczyć na wsparcie finansowe z takiego czy innego źródła, bo z perspektywy europejskich komisarzy będą nieprawomyślne. Te redakcje będą właściwie podziemiem tego dziennikarstwa, ale one będą bardzo popularne. Proszę popatrzeć na Radio Wolna Europa, które zaczynało jako przeciwwaga dla komunistycznej propagandy, a które świetnie sobie radzi do dzisiaj i robi bardzo dobre materiały. Ludzie będą szukać prawdy, będą sobie z tym świetnie radzić. Nawet jeżeli będziemy musieli zacisnąć pasa – mówię teraz trochę w imieniu dziennikarzy – i żyć na nieco niższym poziomie niż nasi koledzy z mediów propagandowych, to po prostu to będziemy robić. Nie po raz pierwszy, nie po raz ostatni.
Pozostaje jeszcze kwestia AI i zastępowania dziennikarzy w newsroomach tzw. sztuczną inteligencją. Jakie zagrożenia to niesie, w szczególności jeżeli weźmiemy pod uwagę, że AI jest trenowana zgodnie z lewicową aksjologią, a według unijnego prawa każdy prawicowy i chrześcijański przekaz jest traktowany jako dezinformacja i ekstremizm?
Tu jest duże zagrożenie w tym, że tak naprawdę nie mamy żadnych organów, ani żadnego pomysłu – mówię tutaj jako ludzkość, to nie dotyczy tylko Europy, ale Europy przede wszystkim – nie mamy żadnych systemów kontrolnych nad tym, żeby sprawdzać, czy sztuczna inteligencja przypadkiem nas nie okłamuje, czy nie jest skrzywiona w jedną stronę. To, co naukowcy od sztucznej inteligencji określają jako bios, skrzywienie, brak obiektywizmu, on funkcjonuje. Sztuczna inteligencja halucynuje czyli czasami pisze nieprawdę, podaje nieprawdziwe informacje. Czasami jest skrzywiona i z dwóch poglądów popiera jeden pogląd dlatego, że była wyćwiczona na jego popieraniu. To niesie za sobą duże niebezpieczeństwo, dlatego że ludzie młodzi, którzy teraz wchodzą w dorosłość – mający 15-16 lat – zaczynają troszkę odcinać się od autorytetów, które towarzyszyły im przez wcześniejsze życie – mam tu na myśli przede wszystkim rodziców i dziadków – zaczynają czytać i przyjmują, że to, co znaleźli sami jest prawdziwe, a to nie zawsze musi być prawdziwe. Taka kontrola będzie musiała się pojawić nad tym, czym nas karmi sztuczna inteligencja. Tym bardziej, że na razie sztuczna inteligencja jest narzędziem tylko jednej strony, narzędziem strony, która ma władzę i która ma pieniądze. Myślę, że podziemie sztucznej inteligencji to jest jeszcze melodia przyszłości, jeśli w ogóle się pojawi. Prawdę mówiąc sądzę, że sztuczna inteligencja wcześniej czy później aż tak daleko sięgająca w nasze życie, stanie się projektem odłożonym do lamusa jako projekt bardzo niebezpieczny, zagrażający ludzkości.
Paweł Pietkun, dziennikarz, dyrektor Amerykańskiego Instytutu Dyplomacji i Praw Człowieka