Nowa koncepcja, czy stare zwodzenie?

Niemieckie władze poinformowały, że mają nową koncepcję upamiętnienia polskich ofiar drugiej wojny światowej. Tym razem to nowe miejsce pamięci ma przyjąć nazwę “Dom Polsko-Niemiecki”. Ma stanąć w Berlinie, chociaż tak do końca to nie wiadomo ani kiedy, ani w jakim kształcie. Ponadto już teraz wiadomo, że nie będzie to konkretny pomnik, czy miejsce pamięci tylko polskich ofiar, lecz coś w rodzaju formy upamiętnienia wszystkich ofiar niemieckiej okupacji, oczywiście z uwzględnieniem także Polaków.

2023-08-29-bkm-eckpunktepapierProjekt miejsca pamięci “Dom Polsko-Niemiecki”. (foto: biuro prasowe Bundesregierung)

Przypomnijmy, że ponad osiemdziesiąt lat po wojnie wiele narodowości i grup społecznościowych, którzy byli ofiarami zbrodniczych niemieckich działań podczas drugiej wojny światowej posiadają w niemieckiej stolicy pomniki. Polacy pomimo tego, że należą do najbardziej pokrzywdzonych przez zbrodnicze Niemcy nie są przez współczesną Republikę Federalną w żaden sposób upamiętnieni. A przecież w samym centrum Berlina swój wielki monumentalny pomnik wraz z centrum dokumentacyjnym mają Żydzi, istnieje także centrum niemieckich wypędzonych, upamiętnieni zostali Sinti i Romowie, a nawet homoseksualiści (Zgodę na budowę pomnika dla homoseksualistów, zamordowanych przez hitlerowców wydał Bundestag jeszcze w listopadzie 2003 roku). W okolicach Bramy Brandenburskiej stoi pomnik żołnierzy radzieckich. Tylko Polacy nie mogą doczekać się swojego pomnika i centrum pamięci w niemieckiej stolicy.

51c1666fd64d9

 

Pomnik ku czci Sinti i Romów w centrum Berlina (foto: własne)

 

Od dawna się upominamy o pamięć.

Co prawda dotychczasowe polskie rządy (szczególnie te liberalne i lewicowe) niezbyt mocno dopominały się o uczczenie polskich ofiar, ale środowiska polonijne i liczne polskie organizacje walczyły o to od lat. W zasadzie aż do 2015 roku nie udało się doprowadzić nawet do rozmów na ten temat.

Jednymi z pierwszych, którzy domagali się budowy pomnika dla polskich ofiar drugiej wojny światowej lub powstania jakiegoś polskiego centrum martyrologii byli przedstawiciele Zjednoczenia Poszkodowanych Przez III Rzeszę Polaków i OST Robotników Przymusowych w RFN, którzy wielokrotnie występowali z takim wnioskiem do rządu federalnego. W walce o pamięć wspomagani byli przez takie organizacje jak: Więźniowie Obozów Koncentracyjnych w RFN, Związek Poszkodowanych Pracy Niewolniczej, Stowarzyszenie Dzieci Wojny oraz Stowarzyszenie Dzieci Urodzonych w Niewoli. Jednak przez wszystkie lata ich starania okazywały się bezskuteczne, a wszystkie próby walki o upamiętnienie Polaków (w postaci chociażby pomnika) w starciu z niemieckimi urzędami i politykami pozostały nieskuteczne. Także aktywni w tej materii byli przedstawiciele niemieckiej Polonii (niezrzeszeni), którzy domagali się utworzenia w niemieckiej stolicy coś w rodzaju Centrum Polskiej Martyrologii – placówki upamiętniającej cierpienia, jakie zadali Narodowi Polskiemu Niemcy podczas II wojny światowej. W tym miejscu warto wspomnieć o inicjatywach św. mecenasa Stefana Hambury, który czynnie wspierał wszelkie pomysły upamiętnienia polskich ofiar w Berlinie. Jednym z jego pomysłów była budowa pomnika w niemieckiej stolicy oraz stworzenia Centrum Pamięci Polskiej Martyrologii na terenie nowobudowanej polskiej ambasady. Niestety nikt go nie słuchał. W rozmowie ze mną Stefan Hambura często powtarzał, że w Berlinie powinno powstać polskie centrum. Pierwsze polskie propozycje sugerowały, aby “Polskie Centrum Pamięci” stanęło gdzieś obok Pomnika Holocaustu i pokazywało prawdziwą martyrologię narodu polskiego podczas II wojny światowej. Dyskusja na ten temat trwa już latami, ale konkretów brak. Ciągle nie ma ani pomnika polskich ofiar, ani centrum “polskiej martyrologii”. Niestety wszelkie polskie inicjatywy nie spotkały się z niemieckim zainteresowaniem.

Dla polskich ofiar nie ma nadziei.

W roku 2016 wydawało się, że nareszcie udało się przekonać rząd federalny i lokalne władze Berlina do podjęcia decyzji o budowie pomnika polskich ofiar II wojny światowej. W tym okresie plany uczczenia polskich ofiar zaczęły być realne. Pomysłodawcą pomnika był wówczas zastępca frakcji chadeckiej w Bundestagu Johann Wadephul, a głównym autorem tego projektu był emerytowany urbanista, były prezydent Federalnego Urzędu Budownictwa i Planowania Przestrzennego, Florian Mausbach. Projekt zakładał postawienie pomnika przy Askanischer Platz, nieopodal Placu Poczdamskiego. Pomnik, który miał uczcić tylko polskie ofiary drugiej wojny światowej zyskał poparcie wielu znanych niemieckich polityków i ludzi z pierwszych stron gazet m.in.: byłych przewodniczących Bundestagu – Rity Süssmuth i Wolfganga Thierse, szefa miejsca pamięci “Topografia Terroru” prof. Andreas Nachama, czy też byłego dyrektora Polsko-Niemieckiego Instytutu Dietera Bingena. Niestety ta inicjatywa budowy w Berlinie pomnika polskich ofiar trafiła do Bundestagu i tam utknęła na dobre.

Jeszcze jedna nieudana próba.

Drugie podejście miało miejsce w roku 2017, kiedy to grupa niemieckich polityków, działaczy społecznych i naukowców wystosowała do Bundestagu i do niemieckiego społeczeństwa apel o wzniesienie monumentu upamiętniającego polskie ofiary drugiej wojny światowej. Ta inicjatywa również umarła śmiercią naturalną.

Dopiero w 2020 roku niemiecki rząd oficjalnie opowiedział się za pomnikiem. Cztery lata temu posłowie Bundestagu po burzliwej debacie postanowili uczcić, ale nie samodzielnie polskie, lecz wszystkie ofiary z Europy środkowej i wschodniej. Wtedy ustalono (rządy sprawowała wtedy wielka koalicja CDU/CSU i SPD), że w niemieckiej stolicy powstanie “centrum dokumentacyjne” upamiętniające wszystkie ofiary niemieckiej okupacji w Europie w latach 1939-1945. Taka decyzja nie spodobała się polskiej stronie.

Nie ma współczucia dla polskich ofiar?

Na moje oficjalne pytanie na ten temat biuro prasowe niemieckiego rządu odpowiedziało, że partie tworzące koalicję porozumiały się co do kwestii budowy w Berlinie odpowiedniego centrum dokumentacyjnego, które ma upamiętnić ofiary niemieckiej okupacji w Europie w latach 1939-1945. W dokumencie rządowym przeczytaliśmy, że umowa koalicyjna zawierała odpowiednią deklarację, że należy upamiętnić grupy ofiar narodowego socjalizmu, które do tej pory nie zostały należycie dostrzeżone. “Dlatego niemiecki rząd zamierza wzmocnić pamięć o ofiarach wojny na wyniszczenie prowadzonej przez III Rzeszę na wschodzie (także na terytorium byłego ZSRR) i na zachodzie (Danii, Holandii, Luksemburgu, Belgii, Grecji i Jugosławii). Rząd federalny zapewnia, że będzie to robił w porozumieniu i w dialogu ze swoimi sąsiadami z Europy wschodniej i z zachodniej”

Już wtedy było jasne, że strona niemiecka nie zamierza w żaden sposób oddzielnie uczcić Polaków. Dla Niemców nie ważne okazało się to, że byliśmy pierwszym krajem, na który napadł niemiecki Wermacht, nie ważne był ogrom zbrodni, jakich dokonali Niemcy na polskim narodzie. Niemieckie media ostrzegają, że budowanie pomników jednej grupie narodowościowej skończy się czymś w rodzaju “Pomnikowego Nacjonalizmu”. Niestety dzisiejsze Niemcy nie chcą już pamiętać o swojej niechlubnej przeszłości. Z najnowszych badań wynika, że ponad połowa niemieckich obywateli chciałaby zapomnieć o nazistowskich czasach

Dlaczego nie wolno uczcić Polaków?

Już od lat niemieccy politycy, historycy, których wspierają publicyści sugerują, że uczczenie tylko polskich ofiar może doprowadzić do fragmentacji i nacjonalizacji pamięci o ofiarach wojny, co w konsekwencji może spowodować niepotrzebną rywalizację poszczególnych grup ofiar. Wszystkie rządy federalne powtarzają od lat, że zgoda na powstanie “Polen-Denkmal” (pomnik dla polskich ofiar) może być poważnym kłopotem, bowiem spowoduje roszczenia do podobnego pomnika także ofiar innych narodowości. W rozmowie ze mną niemieccy politycy (Markus Meckel, Rita Süssmuth, Peter Jahn, były dyrektor niemiecko-rosyjskiego muzeum) wielokrotnie podkreślali, że nie należy budować pomnika żadnej oddzielnej grupie narodowościowej, w tym także Polakom. Ich zdaniem powinien powstać pomnik upamiętniający wszystkich Słowian.

 Jeszcze jedna koncepcja.

Tym razem nową koncepcję przedstawili kilka dni temu (29.08.2023) w Berlinie wspólnie federalna minister stanu ds. kultury i mediów Claudia Roth, sekretarz stanu w federalnym MSZ – Anna Buehrmann, dyrektor “Fundacji Pomnik Pomordowanych Żydów” – Uwe Neumaerker oraz Peter Oliver Loew z Niemieckiego Instytutu Spraw Polskich. Projekt ma mieć postać Domu Polsko-Niemieckiego i zostanie zbudowany w niemieckiej stolicy. Dokładnie nie wiadomo ani jak będzie wyglądało, ani kiedy takie centrum pamięci powstanie, bowiem na razie projekt znajduje się wszystko w fazie wstępnej. Jest to projekt federalny, więc musi przejść wszelkie biurokratyczne etapy zatwierdzania. Najpierw zatwierdzenie fazy wykonalności, później konkurs na wykonanie projektu. Na wszystko musi dać zgodę parlament i lokalne władze, więc jak słusznie tuszą niemieckie media początek realizacji projektu może zająć jeszcze kilkadziesiąt lat.

Jak udało się nieoficjalnie ustalić koszt tej budowy ma wynieść około 140.000.000 euro. Realizacją fazy wykonalności tym razem zajmują się fundacja “Pomnik Pomordowanych Żydów Europy” oraz Niemiecki Instytut Spraw Polskich w Darmstadt. Z naszych ustaleń wynika, że wstępny projekt zostanie ukończony w przyszłym roku i dopiero wtedy trafi do Bundestagu, który może go zatwierdzić lub nie.

Copyright-BKM-Kira-Hofmann-Website

Od lewej: dyrektor “Fundacji Pomnik Pomordowanych Żydów” – Uwe Neumaerker,
federalna minister stanu ds. kultury i mediów Claudia Roth,
sekretarz stanu w federalnym MSZ – Anna Buehrmann,
oraz Peter Oliver Loew z Niemieckiego Instytutu Spraw Polskich. (foto: Deutsch Polen Institut)

Istnieją obawy o rozmydlanie historii.

Claudia Roth przedstawiając w Berlinie projekt nie ukrywała, że ogólna koncepcja uczczenia ofiar drugiej wojny światowej w tym także Polaków uległa zmianie i obecnie projekt zakłada dużo szersze podejście do współczesnej

historii. W projekcie projektu czytamy: “Będzie to spojrzenie na kilka wieków wspólnej historii, poszerzone o współczesność. Kwestie wzajemnego postrzegania, doświadczeń migracyjnych, okresów nieufności, zbliżenia i pojednania, te rozważania będą porządkować naszą wystawę”. Dom ma zasypać przepaść polsko-niemieckiego zaufania pomiędzy Polakami i Niemcami. Niemieckie media już ostro krytykują to, że nie wszystkie tematy zostaną poruszone w tym centrum dokumentacyjnym. “Pominięcie kwestii wypędzeń Niemców nie wróży nic dobrego i pokazuje, że projekt stąpa po cienkim lodzie” – czytamy w komentarzu na ten temat w dzienniku “Der Tagesspiegel”.

Jak twierdzą twórcy projektu – będzie się on opierał na trzech podstawowych filarach.

Filar pierwszy:

Ten filar zakłada, że Dom Polsko-Niemiecki jest rozwinięciem poprzednich niemieckich projektów z drugiej dekady dwudziestego pierwszego wieku. Obecny najnowszy plan zakłada, że w Domu Polsko-Niemieckim znajdzie się “symboliczne miejsce upamiętnienia ofiar II wojny światowej w okupowanej przez Niemców Polsce”. (I właśnie to sformułowanie wzbudza najwięcej obaw o próby bagatelizowania niemieckich win i pokazywanie “polsko-niemieckiej” historii w fałszywym świetle). Na razie nikt z niemieckiej strony nie wyjaśnił na czym konkretnie ma polegać taka koncepcja tego miejsca pamięci.

Filar drugi:

Drugim filarem placówki będzie część informacyjna, czyli wystawa, której centralna część ma się co prawda koncentrować na agresji Niemiec na Polskę, na polskim ruchu oporu i na życiu ludności cywilnej pod niemiecką okupacją. Ale także centralnym punktem wystawy ma być zagłada polskich Żydów. Poza tym na wystawie będzie pokazane kilka stuleci wspólnej historii. Istnieją poważne obawy, że taki pomysł pozwoli twórcą wystawy na relatywizację polskich krzywd podczas drugiej wojny światowej. Wszystko zależy od odpowiedniej narracji, a ta może być zupełnie odmienna od tego co rozumiemy w Polsce pod pojęciem historia drugiej wojny światowej i wzajemne relacje “Polsko-niemieckie”.

Trzeci filar:

Ten filar to miejsce naukowo-edukacyjne. W tym miejscu mają odbywać się debaty naukowe młodego polskiego i niemieckiego pokolenia. Mają oni dyskutować o wzajemnych polsko-niemieckich stosunkach. Polska strona krytykuje fakt, że kwestie historyczne zamiast poznawane mają być dyskutowane. “To nie wróży nic dobrego” – mówi w rozmowie z nami Jarek z Hamburga i dodaje, że w ogólne nie wierzy w powstanie na terenie Berlina placówki, która miałaby uczcić Polskie ofiary niemieckich zbrodni podczas drugiej wojny światowej. “Gdyby Niemcy szczerze chcieli pobudować taki pomnik, to stałby on już od wielu lat. Nikt tego tutaj nie chce” – powiedział nam Jarek.

Miejsce muzeum.

Na ewentualne miejsce Domu Polsko-Niemieckiego projektodawcy sugerują pozostałości po budynku dawnej “Opery Krolla” (pol. “Opera Krolla” budynek znajdujący się w Berlinie, w dzielnicy Tiergarten, na obszarze noszącym później nazwę Platz der Republik. Kroll-Oper powstał w latach 1843–1844 z inicjatywy pruskiego króla Fryderyka Wilhelma IV i przedsiębiorcy Josepha Krolla jako lokal gastronomiczno-rozrywkowy. Joseph Kroll prowadził ten lokal do swojej śmierci w 1848 roku, zaś po nim interes przejęła jego córka Augustyna, która przekształciła lokal w prywatną instytucję teatralną. Miejsce to stało się słynne bowiem kilkukrotnie Adolf Hitler wygłaszał tak swoje  przemówienia. To było powodem, że w 1951 roku budynek został zburzony.

ermaechtigung_450

Adolf Hitler wygłaszający przemówienie w budynku “Opera Krolla” na posiedzeniu w 1933 roku. foto: archiwum Bundestag

 

Jak twierdzi dziennik “Der Tagesspiegel” na razie nikt nawet nie wspomina o jakiejkolwiek dacie rozpoczęcia budowy projektu. “Być może uda się ukończyć budowę Domu Polsko-Niemieckiego do 2039 roku, kiedy to będziemy obchodzili setną rocznicę rozpoczęcie drugiej wojny światowej” – czytamy w niemieckim dzienniku. Dyrektor “Fundacji Pomnik Pomordowanych Żydów” – Uwe Neumaerker z rozbrajającą szczerością przyznał, że w realizacji projektu nie należy się spieszyć gdyż budujemy nasz monument dla przyszłych pokoleń. Co prawda twórcy i odpowiedzialni za projekt zapewniają, że będzie to miejsce gdzie zarówno Polacy jak i Niemcy będą mogli zobaczyć co tak naprawdę się wydarzyło i to oczami drugiej strony. “Miejsce to będzie latarnią empatii dla Polski, której tak bardzo w Niemczech brakowało” – powiedział w Berlinie Peter Oliver Loew z Niemieckiego Instytutu Spraw Polskich.

 

Nie wszyscy wierzą w zapewnienia o niemieckiej empatii. Nasze wspólne doświadczenia historyczne wskazują raczej no to, że u naszych zachodnich sąsiadów występuje całkowity brak jakiejkolwiek empatii wobec nas. Niemieckie zapowiedzi o ich przyjaźni i upamiętnianiu wspólnej pamięci historycznej są nic nie warte, bowiem władze federalne wielokrotnie publicznie pokazywały i dawały do zrozumienia, iż nigdy nie zamierzają ani rozmawiać o niemieckich winach wobec Polaków, ani nie zamierzają wypłacać nam reparacji i nie chcą także rozmawiać na temat odszkodowań. Brak w niemieckiej stolicy pomnika upamiętniającego polskie ofiary drugiej wojny światowej dowodzi, że Niemcy od lat robią wszystko, aby nie pozostał w ich stolicy żaden ślad po polskich ofiarach. Rację ma polski wiceminister Arkadiusz Mularczyk, który kiedyś powiedział, że nie jest zaskoczony odmową Berlina w sprawie rozmowy na temat reparacji, bowiem – jego zdaniem “Niemcy nie prowadzą przyjaznej polityki wobec Polski, chcą ustanowić tu swoją strefę wpływów i traktować Polskę jak wasala”

 

Waldemar Maszewski.